Nie wracam do blogowania, bo czas mi na to nie pozwala. Nie czytam już także blogów regularnie, chociaż podczytuję. Niedawno na jednym z nich znalazłam nieprawdziwą informację na temat Jana Kochanowskiego, największego polskiego poety. Ponieważ winna mu jestem wiele i długu swojego łatwo nie wypłacę, nie wspominając już o tym, co zawdzięcza autorowi Trenów nasza poezja, czuję się zobowiązana do sprostowania dezinformacji, za którą – takie odniosłam wrażenie – idzie też insynuacja na temat nie tylko kondycji moralnej poety, ale także – jak zrozumiałam – zasadności naszego poczucia dumy z faktu, że Panu Bogu spodobało się w pewnym momencie obdarzyć polską kulturę potężnym, czarnoleskim impulsem.
Przeczytałam mianowicie, że przyszły twórca Psałterza Dawidowego „zapisał się na królewiecki uniwersytet Albretina pod nazwiskiem Hans Kochanoffski".
Do metryki Albertiny Kochanowski nigdy się nie wpisał. Nie mówiąc o rzekomym niemieckim zapisie imienia i nazwiska. I nie piszę tu o studiowaniu bądź nie na tej uczelni – możliwe, że podczas swego pierwszego, niespełna rocznego pobytu w Królewcu (jesień 1551 – lato 1552), gdy hojnym mecenatem objął poetę książę Albrecht Hohenzollern, siostrzeniec i lennik króla Zygmunta Starego, przyszły twórca Jezdy do Moskwy Albertinę odwiedzał.
Tyle że w cytowanej notce mowa była o wpisywaniu się i germanizowaniu własnego imienia i nazwiska w oczywistym kontekście – kto ciekawy, niech znajdzie w sieci i sprawdzi. Na uniwersytetach ani nie germanizowano ani nie slawizowano, ani innych tego typu niepodobieństw nie praktykowano. W metrykach – nawet protestanckich uniwersytetów – imiona zapisywano w postaci zlatynizowanej, nazwiska albo w zlatynizowanej, albo rodzimej.
Natomiast m. in. z dostępnego w sieci artykułu Bartosza Awianowicza pt. „Jan Kochanowski a centra humanizmu europejskiego: Królewiec” możemy się dowiedzieć, że niemiecki zapis imienia i nazwiska poety owszem, istnieje, tyle że nie w matrykule Albertiny, a w księgach rachunkowych książęcej kancelarii, w których pruski urzędnik odnotowywał wydatki swego pana i nazwiska beneficjentów jego mecenatu.

Stand, Men of the West! Stand and wait! This is the hour of doom.

